sobota, 25 lutego 2017

Rozdział 6 "Ściana sekretów"

Święta w rodzinie Blacków obchodziło się hucznie, niemal z pewnego rodzaju czcią. Wystrojeni jak choinki, usiedliśmy przy stole wraz z moimi rodzicami i rodzeństwem, by zacząć ucztę. Jutro dostaliśmy zaproszenie od siostry mojego ojca – Kasopieji Black. Ciotka Kasopieja była dość dziwna. Mieszkała sama a jej jedynymi towarzyszami życia są dwa koty, które traktuje jak swoje własne dzieci.
– Skoro jesteśmy już wszyscy to chciałbym coś ogłosić. – Pollux stuknął w szklankę i wstał. – Walburgo, jako najstarsza i moja jedyna córka, najwyższy czas byś pomyślała o za mąż pójściu. Dlatego też wybrałem Ci stosownego kandydata.
– Jak to wybrałeś mi kandydata? – zapytała Walburga, a krew odpłynęła jej z twarzy.
– Jesteś zaręczona z naszym dalekim kuzynem, Orionem Blackiem – poinformował dumny. – Wypijmy za to zdrowie. – Uniósł kieliszek do góry, a Irma posłusznie uczyniła to samo. Ja wraz z Cygnusem wymieniliśmy spojrzenia, a Walburga nadal wpatrywała się swój pełny kieliszek.
– Kochanie, jestem pewna, że będziecie szczęśliwi – powiedziała matka, ale w jej głosie słychać było zwątpienie.
– Jest dwa razy ode mnie starszy – warknęła wpatrując się w Irmę. – Dlaczego nie mogę sama wybrać sobie męża?
– Już postanowiłem – uciął Pollux lodowatym głosem, gdy Irma chciała coś odpowiedzieć. – Czystość krwi będzie zachowana, a Orion jest na bardzo wysokim szczeblu w Ministerstwie. Będziesz miała ułożone życie i niczego nie zabraknie Twoim dzieciom -wytłumaczył. – Od razu jak zdasz Owutemy i skończysz szkołę wyprawimy wam wesele. – Walburga do końca kolacji nie odezwała się słowem. Grzebała tylko w talerzu, a na zadane pytania odpowiadała pojedynczymi sylabami. Wstała dużo wcześniej od stołu wykręcając się złym samopoczuciem. Irma spojrzała na nią matczynym wzrokiem, gdy odchodziła od stołu.
– Niedługo przyjdzie kolej na Ciebie – szepnął do mnie Cygnus, gdy szliśmy do swoich pokoi. Przechodząc obok pokoju Walburgi usłyszałem cichy szloch. To był pierwszy z dwóch razów, gdy słyszałem, że moja siostra płacze. Zawsze twarda jak skała, nie dopuszczała do siebie żadnych emocji.
– Walburga? – szepnąłem i uchyliłem lekko drzwi.
– Wyjdź stąd! – warknęła zapłakana nawet na mnie nie patrząc.
– Przykro mi – powiedziałem szczerze skruszony i zacząłem zamykać za sobą drzwi.
– Mi też, Alfardzie – szepnęła tak cicho, że ledwo ją usłyszałem. Poszedłem do pokoju piętro wyżej zastanawiając się czy i mi ojciec wybierze żonę. Wolałem w ogóle nie wychodzić za mąż, zdawałem sobie sprawę, że moja żona najzwyczajniej w świecie będzie ze mną nieszczęśliwa. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie potrafił wytrzymać ze mną.
Wszedłem do pokoju, gdzie od razu moje skrzypce rzuciły mi się w oczy. Złapałem za smykałkę i przejechałem lekko po strunach, a dźwięk który temu towarzyszył był jak miód dla moich uszu. Wiedziałem, że prędzej czy później ktoś przyjdzie i będzie kazał mi przestać, ale na tą chwilę cieszyłem się z muzyki, która wydobywała się z instrumentu, dzięki moim sprawnym ruchom. Minęło z piętnaście minut, gdy do mojego pokoju ktoś zapukał.
– Alfardzie, jest już późno. Kładź się spać – rzekła Irma wpatrując się we mnie. Pokiwałem głową na znak zgody i odłożyłem skrzypce. – Wiesz.. Obawiam się, że niedługo przyjdzie czas, gdzie ojciec i Tobie kogoś wybierze.. – zaczęła. – Może pomyślisz i sam wybierzesz sobie kandydatkę? Taką, która będzie spełniała wymagania ojca? – zapytała głęboko wierząc, że tak właśnie się stanie.
– Mamo, wiesz, że to niemożliwe. – Spojrzałem na nią. – Wiesz doskonale, że nie jestem taki jak reszta. Nigdy nie będę – powiedziałem dosadnie. – Ani żona ani nikt inny tego nie zmieni.
– Po prostu pomyśl nad tym.. – poprosiła i uśmiechnęła się lekko. – Dobranoc.
– Dobranoc – odpowiedziałem, a matka zamknęła za sobą drzwi. Cygnus miał rację, zapewne ojciec szuka już odpowiedniej kandydatki dla mnie jak i dla niego. Mój brat miał lepiej, ponieważ od pewnego czasu spotyka się z Druellą Rosier, którą ojciec w pełni akceptował.
Na drugi dzień czekały nas święta u ciotki Kasopeji. Weszliśmy do środka, a moim oczom ukazał się pokaźny hol w wieloma obrazami na ścianach. Przechadzając się między jednym a drugim można było dostać oczopląsu.
– Są i moje bratanki! – krzyknęła Kasopeja i podeszła do nas. – Alfardzie, Cygnusie wyglądacie na prawdziwych mężczyzn! – zawołała i ucałowała nas w dwa policzki. – A Ty Walburgo.. Cóż za piękna kobieta! – Przytuliła ją na co Walburga zmieszała się.
– Kasopejo, miło Cię widzieć. – Irma uśmiechnęła się i przytuliła ciotkę. Weszliśmy wszyscy do przestronnego salonu, gdzie czekali już na nas moi dziadkowie – Cygnus i Violetta oraz Dorea bez swojego partnera Charlusa Pottera. Mój ojciec prócz Kasopeji i Dorei ma jeszcze brata, Mariusa, jednak nikt nigdy o nim nie mówi z tego powodu, że Marius urodził się charłakiem. Mój dziadek, Cygnus, od razu wydziedziczył go z rodziny. Nie wiadomo co się teraz z nim dzieje.
– Niech no ja się wam przyjrzę! – Violetta podeszła do nas. – Alfardzie, czy Ty jesz coś? Wyglądasz tak mizernie, że czarodzieje mogą pomylić Cię z wieszakiem! Ach Cygnusie, no no, to jest prawdziwy mężczyzna! Wysportowany, taki przystojny.. – Violetta zaczęła wychwalać Cygnusa i nie zwracała na mnie żadnej uwagi. Od zawsze mój brat był ulubieńcem babki, wydawało jej się, że tylko on wyjdzie na ludzi. – Walburgo, słyszałam, że zaręczyłaś się! Jestem z Ciebie taka dumna, krew Blacków zostaje zachowana! – Uśmiechnęła się do niej na co dziewczyna udawała podekscytowanie. Nie chciała zawieść ojca i całej rodziny.
Usiedliśmy przy stole, a ja dostrzegłem, że Dorea prawie do nikogo się nie odzywa. Wyglądała tak mizernie jak Walburga wczoraj. Domyślałem się, że ma to jakiś związek z nieobecnością Charlusa.
– Doreo, rozchmurz się – szepnęła do niej Kasopeja. – Matko, a dlaczego nie ma Charlusa, narzeczonego Dorei? – zapytała Violettę, a wszystkie rozmowy momentalnie ucichły.
– Narzeczonego? – Mój dziadek uniósł brwi do góry.
– Tak, narzeczonego – warknęła Dorea pokazując nam pierścionek. – Po ukończeniu szkoły pobieramy się – zakomunikowała.
– Doreo, wiesz doskonale co sądzimy na temat Potterów. Mimo czystości krwi nie są oni dość odpowiednimi kandydatami – powiedziała Violetta spoglądając na córkę. – Jesteś w wieku Walburgi, która jest narzeczoną samego Oriona Blacka, który nigdy nie splami honoru rodziny!
– Mam to gdzieś! – krzyknęła Dorea i wstała od stołu. – Ja go kocham!
– Doreo, siadaj – wycedził Pollux patrząc karcącym wzrokiem na siostrę. – Mamy święta. Przestań awanturować się przy stole. – Dorea posłusznie usiadła mając łzy w oczach.
– A czy Ty Alfardzie znalazłeś już sobie kogoś? – zapytał mój dziadek wpatrując się we mnie.
– Nie szukam – odpowiedziałem.
– Jak to nie szukasz? – oburzyła się Violetta. – Polluxie, czy Ty to słyszysz?
– Spokojnie, matko. Alfard nie splami honoru rodziny. – Wzrok ojca przenikał mnie na wylot, lecz nie pozostałem mu dłużny. Wytrzymałem wzrok do samego końca. Pollux zdawał sobie sprawę, że ze mną nie będzie tak łatwo jak z Walburgą. Siedząc przy stole nie mogłem doczekać się końca tego wszystkiego, gdy wrócimy do domu, a ja zostanę całkowicie s a m.
– Walburga opowiadała mi o ataku w szkole – zmieniła temat Irma. – Jakaś dziewczyna została spetryfikowana.
– Nie jakaś dziewczyna, Irmo. Szlama – wytłumaczył Pollux i spojrzał na żonę. – Zwykła szlama.
– Od lat powtarzam, że możliwość nauki w Hogwarcie powinna być całkowicie zakazana dla wszystkich pseudo czarodziejów! – warknął dziadek. – Było całkowicie co innego, gdy mój ojciec był dyrektorem Hogwaru! Fineas Nigellus Black wiedział, że szlamy powinno się wytępić raz na zawsze.
– Alfardzie, to chyba sowa Twojego przyjaciela – zauważyła Dorea i wskazała na okno. Pokiwałem głową i podszedłem do czekającej płomykówki. Zręcznie odwiązałem list, a sowa czekała na odpowiedź.

Drogi Alfardzie,
            Jak co święta szedłem wraz z moją rodziną na spacer po Londynie. Przechodziliśmy obok tego starego sierocińca Wool’s i nie zgadniesz kogo spotkałem – samego Toma Riddle’a. Powiedział, że tylko tędy przechodził, ale nie uwierzyłem mu. Myślisz, że możemy się tam czegoś dowiedzieć?
Twój przyjaciel, Garrick Ollivander

Przeczytałem list, a moje trybiki od razu zaczęły szybko pracować. Tom mieszkał przez tyle lat w sierocińcu? W Londynie?
– Ciociu Kasopejo, gdzie mogę znaleźć kawałek pergaminu i pióro? – zapytałem spoglądając na ciotkę.
– Przyniosę – odpowiedziała i wstała od stołu. Po paru minutach podała mi kartkę, pióro, a ja zacząłem pisać w szaleńczym tempie.

            Garrick,
            Bądź za godzinę przy sierocińcu.
            Alfard Black

Przywiązałem odpowiedź do nóżki sowy i kazałem jej odnaleźć Garricka.
– Muszę iść – zakomunikowałem, a rodzina spojrzała na mnie zszokowana.
– Alfardzie, nigdzie nie pójdziesz – zagrzmiał Pollux i wpatrywał się we mnie lodowatym wzrokiem.
– Przykro mi, to ważne – odpowiedziałem i ruszyłem do korytarza po swój płaszcz. Ojciec momentalnie poszedł za mną.
– Gdzie się wybierasz? – zapytał posyłając mi złowrogie spojrzenia.
– Na spacer. – Uniósł brwi do góry, a ja wiedziałem, że prędzej czy później kara mnie nie ominie.
– Nie masz już po co tu wracać – warknął i wrócił do jadalni. Patrzyłem przez chwilę jak odchodzi, założyłem płaszcz i wyszedłem z mieszkania ciotki.
Musiałem przejść się i uporządkować myśli. Tom od lat mieszkał w sierocińcu i nikt o tym nie wiedział. Nikt nie wiedział także o tym, że jest on czarodziejem i co roku wyjeżdża do szkoły Magii i Czarodziejstwa. Czy jego opiekunowie wiedzieli, że jest inny niż wszystkie dzieci? Czy zachowuje się tak jakby był od nich.. lepszy?
Po pewnym czasie stanąłem przed bramą do starego sierocińca, który nawet z daleka wyglądał złowrogo. Wpatrywałem się w każdy detal budynku zastanawiając się jak możliwe, by Riddle spędził tu tyle czasu. I dlaczego właśnie tutaj?
– Jesteś wreszcie – powiedziałem, gdy dostrzegłem mojego przyjaciela podchodzącego do mnie.
– Biegłem przez pół drogi! – dyszał. – Musiałem powiedzieć ojcu, że zgubiłem różdżkę, aby mnie puścił gdziekolwiek!
– Wejdźmy do środka – zaproponowałem i otworzyłem bramę.
Wchodząc tam nie wiedzieliśmy czego możemy się spodziewać. Stare mury otaczały nas z każdej strony, a szelest jeżył włosy na głowie. Ollivander rozglądał się trochę przestraszony jak i zaciekawiony po każdym zakamarku. Otworzyłem drzwi, a moim oczom ukazał się stęchły korytarz, gdzie na środku stała lada, a za nią siedziała starsza pani.
– Dzień dobry. Szukamy opiekunki naszego przyjaciela, Toma Riddle’a. Może pani mi powiedzieć gdzie ją mogę znaleźć? – zapytałem płynnie i spojrzałem na rozmówczynię.
– Toma Riddle’a? Naprawdę? – zaciekawiła się. – Nikt nigdy go nie odwiedzał. – Wpatrywała się w nas ciekawskim wzrokiem.
– Poznaliśmy się niedawno – wtrąciłem i uśmiechnąłem się lekko.
– W takim razie powinniście wiedzieć, że Tom wyprowadził się w tamte wakacje – zauważyła i skrzywiła się lekko.
– Prosił, byśmy sprawdzili jego pokój i czy aby na pewno wszystko zabrał – skłamałem gładko.
            – Pani Scott, co się tutaj dzieje? – Ze schodów zeszła siwowłosa kobieta i wpatrywała się w nas podejrzanie.
– Ci chłopcy mówią, że chcieliby z Tobą porozmawiać. To jest opiekunka Toma, pani Cole – wyjaśniła starsza kobieta.
– O Tomie? Tomie Riddle’u? – zapytała zszokowana pani Cole.
–  Tak. Podobno się tutaj wychowywał – powiedziałem.
– Chodźcie chłopcy w bardziej ustronne miejsce – zaproponowała, a my posłusznie podążyliśmy za nią.
            Nie wiedziałem czego możemy się dowiedzieć, ale spodziewałem się, że nowe informacje przybliżą mi bardziej tajemniczą aurę, która otacza Toma. Miałem nadzieję, że uda dowiedzieć mi się czegoś nowego tak by powstrzymać Riddle’a przez zabijaniem kolejnych niewinnych ludzi.

8 komentarzy:

  1. Ach ten Alfard! Nie poddaje się za nic! Kto wie może uda mu się powstrzymać Riddle'a przed zrobieniem przynajmniej części okropieństw (bo jak wiemy Voldemorta nie da się powstrzymać do końca). Znając jego upartość Tom ma godnego przeciwnika. Oby młodemu Blackowi nic się nie stało! Pozdrawiam i przepraszam, że dzisiaj komentarz krótki, ale nie mam na nic siły. ~Dorcas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam go! Jest inny niż wszyscy! :) D
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :*

      Usuń
  2. Aranżowane małżeństwa już same w sobie są okropne, ale tych z własną, nawet najdalszą, rodziną nigdy nie potrafiłam zrozumieć. Biedna Walburga...
    Nie wydaje mi się, aby Alfard kiedykolwiek dał się zaobrączkować; prędzej da się wydziedziczyć.
    Ciekawe, co takiego powie im pani Cole? Już się nie mogę doczekać!
    Pozdrawiam,
    Lilith ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślałam, że może właśnie to zmieniło Walburgę i stała się tak okropna (mimo, że i tak nie należała do aniołków)!
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam <3

      Usuń
  3. Rozdział super!
    Jako że ostatnio opuściła mnie jakakolwiek wena twórcza komentarz będzie raczej bez polotu :\
    Intryguje mnie co Alfred wydedukuje po rozmowie z wychowawczynią Toma. Coś czuję, że będzie ciekawie ;)
    Pozdrawiam i życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno coś wymyśli.. w końcu to Alfard!
      Dziękuję za komentarz, pozdrawiam :*

      Usuń
  4. Robi się tutaj gorąco.. co naprawdę bardzo mnie cieszy! Ciekawa jestem rozmowy z panią Cole!
    Pozdrawiam i czekam na więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko będzie, obiecuję! :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń